Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 232 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Żachwa ERIH

czwartek, 20 czerwca 2013 0:28

Z1a.png

 

Oryginał obrazka pożyczony stąd.

Wiedza tu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Nowelizujmy, nowelizujmy - KOREKTA

sobota, 23 czerwca 2012 23:53

W ostatnim wpisie napisałem o przygotoywanej na jesień nowelizacji ustawy. I tu biję się w pierś, bo nakłamałem. Nie chodzi o nowelizację ustawy o szkolnictwie wyższym z 2011, a ustawę o zasadach finansowania nauki z 2010 roku.

 

No cóż, gorzki komentarz z poprzedniego wpisu pozostaje w mocy - nie ma to jak tak pracować, żeby głównie zajmować się poprawkami po sobie (w końcu to ciągle ten sam rząd). Odnośnik do autostrad też pozostaje w mocy.

 

Najnowsza wiedza o nowelizacji dotarła do mnie przy pomocy mejla wysłanego z Warszawy z Ośrodka Przetwarzania Informacji (każdy, kto np. aplikował o grant rozpoznaje sławetne OPI), o następującej uroczej treści:

 

"Uprzejmie informuję, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, kierując się potrzebą deregulacji upraszczania przepisów obowiązującego prawa, zamierza rozpocząć prace zmierzające do przeprowadzenia nowelizacji ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o zasadach finansowania nauki."

 

Zwracam uwagę na genialną zbitkę "kierując się potrzebą deregulacji upraszczania przepisów".

Czyli: obecnie upraszczanie przepisów prawa jest regulowane, a chodzi o to, żeby dawało się je upraszczać w sposób nieuregulowany?

Super, hiper, ekstra! Każdy sobie będzie mógł w domu, garażu, piwnicy, czy zagrodzie poupraszczać przepisy zgodnie, zapewne, z mechanizmami wolnego rynku, bo to końcu chodzi o to, by nienaturalne regulacje państwowe zastąpiły naturalne prawa rynku.

 

I jak tu nie kochać tego rządu i Ministerstwa?!

 

Z nieuregulowanymi pozdrowieniami.

 

PS "Ale teraz poważnie, bo czasami sobie żartujemy": czyż ta nowomowa nie przypomina innej nowomowy, która według dominującej ideologii stanowiła jej całkowite przeciwieństwo?


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Ministerstwo Nauki i Spóźnialstwa Wyższego

czwartek, 21 czerwca 2012 23:43

Jak zwykle o tej porze roku akademickiego (plus minus) dostałem dziś informację o konieczności przygotowania wniosku o środki statutowe. Krótkie wyjaśnienie: każda jednostka naukowa raz w roku przygotowuje szereg sprawozdań z roku poprzedniego i składa wniosek o pieniądze na rok kolejny. To jest własnie ten wniosek. Nie wchodzę w szczegóły jego zawartości, bo nie o tym mowa.

Wiadomość dla mnie składała się z dwóch części. Pierwsza: mamy przygotowywać już wspomniany statut. Druga: trzeba to zrobić w specjalnie stworzonym przez Ministerstwo NiSW programie. Niestety, program jeszcze nie istnieje. Czyli: pod groźbą różnych poważnych konweskwencji mam wykonać pracę, której Ministerstwo jednocześnie ode mnie wymaga i mi ją uniemożliwia.

W tym kontekście przypomniało mi się, że całkiem niedawno MNiSW oskarżało uczelnie o opieszałość i straszyło, że będą one winne tego, że studenci nie dostaną stypendiów.

Oto tytuł notki PAP z dn. 12.czerwca 2012, sporządzonej na podstawie informacji z MNiSW i opublikowanej na strona GW:


"Resort nauki: zaniedbania części uczelni mogą pozbawić studentów stypendiów"


I dalej:

 

"Nie wszystkie uczelnie zgłosiły swoich studentów do nowego systemu informacji akademickiej POL-on, prowadzonego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W efekcie studenci mogą nie otrzymać stypendiów - poinformował we wtorek resort nauki".

 

I jeszcze kawałeczek dalej apel przedstawiciela MNiSW:

 


"Apelujemy do uczelni o wywiązanie się z tego obowiązku dla dobra studentów. Bez danych o liczbie studentów nie będziemy mogli wypłacić środków na pomoc materialną" - zaznaczył rzecznik prasowy MNiSW Bartosz Loba."

 

Całą notkę można znaleźć TU.

 

To oczywiście bardzo pięknie, że Ministerstwo tak troszczy się o studentów.

Szkoda, że troska ta stanowi jedynie sprynty PR-owy chwyt, któryś z kolei, służący podtrzymaniu ideologicznego wizerunku zapóźnionych, opornych na zmiany uczelni i nowoczesnego, pełnego pasji reformatorskiej ministerstwa.

 

Tymczasem, chwila internetowych poszukiwań, pozwala dotrzeć do danych z roku ubiegłego (kiedy to Ministerstwem kierował ten sam personel):

 

"Studenci Akademii Górniczo-Hutniczej są zaniepokojeni, bo zarówno stypendia naukowe, jak i socjalne nie zostały przelane na ich konta w terminie. Minął on 15 stycznia."

 

Słuszne zaniepokojenie! I dalej czytamy:

 

"Rzecznik prasowy AGH tłumaczy, że to wyjątkowa sytuacja. - Naszej uczelni nie zdarza się mieć opóźnień w wypłacie stypendiów - mówi Bartosz Dembiński. - Obecna zwłoka wynika z tego, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie przesłało funduszy na stypendia, choć mieliśmy zapewnienia, że pieniądze trafią na konto uczelni w terminie" (podkreślenie tu i dalej moje).

 

I jeszcze kawałeczek dalej:

 

"zwłoka ministerstwa nauki w przekazaniu funduszy na stypendia dotyczy wszystkich uczelni".

 

Artykuł został opublikowany 24. stycznia 2011 i znajduje się TUTAJ.

 

Widać więc wyraźnie, że gwałtowna troska Miniesterstwa NiSW o studentów jest nic nie warta.

 

Ktoś może mieć jednak - słuszną obiekcję - że niezależnie od wszystkiego uczelnie winne są opieszałości.

 

Moja odpowiedź jest taka: "zgoda, ale". "Ale" odnosi się do faktu, że jeszcze nie zdarzyło się, by jakakolwiek sprawa związana z przygotowywaniem przez MNiSW jakiegokolwiek oprogramowania dokonała się na czas.

 

O statucie w tym roku pisałem.

 

Dwa lata temu podobnie czekano na nową wersję programu do sporządzania sprawozdań z dzialalności naukowej jednostek. Zwykle przygotwywało się je na granicy maja i czerwca. W tym czasie molestowani telefonicznie pracownicy Ministerstwa odpowiadali, że nie wiadomo kiedy program będzie gotowy, może we wrześniu. W praktyce oznaczało to, że pracownicy uczelni zanagażowani w robienie sprawozdań (spora liczba urzędników i pracowników naukowych pełniących rozmaite funkcje) nie są w stanie zaplanować urlopu, bo przecież każdy termin jest możliwy, a kiedy już program się pojawi, to czas na zrobienie wszystkiego jest krótki.

 

I jeszcze komentarz - to nie był nowy program, a jedynie niewielka mutacja programu wykorzystywanego od jakichś 10-12 lat.

 

Od 2008 roku Ministerstwo NiSW nie potrafi ustabilizwać kryteriów oceniania pracy naukowej (ważnej części powyższego sprawozdania). Zmieniają się one co roku: punktacje publikacji szaleją, ERIH się zamyka, a listy czasopism są płynne jak nowoczesność u Baumana.

 

Jeden z wniosków podałem już wcześniej: nie jest ważne co się faktycznie dzieje, ważna jest nieustanna obrzydliwa propagadna sukcesu przy jednoczesnym przyprawianiu gęby środowisku akademickiemu.

 

Drugi wniosek jest jeszcze smutniejszy. Andrzej Zybertowicz w wywiadzie dla ostatniego numeru  dwumiesięcznika "Arcana" podkreśla, że władza usiłuje odebrać nam godność i że o tę godność musimy walczyć. Jak widać, kiedy uczelnie robią coś opieszale (pomijając złożony kontekst akademickich procesów modernizacyjnych), to napuszcza się na nie studentów. Kiedy Miniesterstwo samo notoryczie spóźnia się  z wypełnianiem obowiązków, przelewami pieniędzy, czy robi lichą robotę, to propaganda sukcesu huczy w najlepsze i nikt się publicznie - nawet czysto rytualnie - w pierś nie walnie, "przepraszamy" nie powie.

 

I jeszcze cukierek na koniec. Pamiętacie wielką nowelizację ustawy o szkolnictwie wyższym przyjętą w pierwszej połowie zeszłego roku, która jeszcze w całości nie weszła w życie? Oczywiście, że pamiętacie, przecież w praktyce nie pozwoli ona studiować drugiego kierunku.

 

Otóż, w ostatnim czasie, Ministerstwo zajmuje się opracowywaniem nowelizacji do tej nowelizacji. Przygotowywanej podobno na jesień. Jak z austostradami z bylej akiego materiału. [KOREKTA W NASTĘPNYM WPISIE]

 

Było sobie takie przysłowie "punktualność jest cnotą królów i obowiązkiem poddanych". Ale w tej sytuacji, chyba trafniejsze jest inne, przynajmniej z perspektywy Ministerstwa:"co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie".


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Słuszne skargi, bałamutne dyskusje

środa, 02 maja 2012 23:40

Profesor Ewa Nawrocka z UG wystapiła z gorącą krytyką sytuacji na uniwersytetach (i szkołach średnich przy okazji). Krytyka oczywiście trafna i tylko się z panią profesor zgodzić.

Z pewnym drobnym zastrzeżeniem: choć bierność w akceptowaniu sytuacji, o której mówi nie ulega wątpliwości, to jednak pewne przejawy aktywności miały miejsce. Krótkie przypomnienie:

 

- W czasie kiedy trwały prace nad nowelizacją Ustawy o Szkolnictwie Wyższym, przedstawiciele Związków Zawodowych "Solidarność" heroicznie walczyli o to, by poprawiać co tylko się dało. (Notka na marginesie: mowa tu o rzeczywistym związku zawodowym i prawdziwych działaniach związkowych, a nie o ugrupowaniu politycznym, które za takowy przebrało się w latach dziewięćdzieciątych XX w. i zerowych obecnego). Dało się uzyskać tyle co nic, ponieważ podkomisja składała się z karnych żołneirzy pani Minister NiSW, którzy merytorycznie nie wnosili nic do dyskusji, a jedynie głosowali. A ponieważ była ich większość, głosowanie zawsze  cudownym zrządzeniem losu wypadało tak, jak sobie zażyczyli. Kto nie wierzy, niech zwróci się z prośbą o protokoły z tych posiedzeń np. do przedstawicieli "Solidarności".

 

- Obok tych, jak się okazało, mało skutecznych negocjacji politycznych, wyłaniał się ruch protestu. W rezultacie jego działań na przełomie 2010 i 2011 pojawiło się kilka oficjalnych petycji skierowanych do przedstawicieli rządu. Najbardziej skuteczna z nich zebrała około 2000 podpisów, co oznacza około 2% kadry naukowej w Polsce. To procentowo znacznie gorszy wynik niż w przypadku ankiety pani profesor, ale pokazuje on, że nie jest tak, że brakuje aktywności. Tyle, że aktywnych jest za mało.

 

- W kilku miejscach protestowali studenci. O proteście pod hasłem "Nie róbcie z nas idiotów" pisałem we wcześniejszych notkach.

 

- Wreszcie, po nieudanych działaniach różnych pojawił się pomysł akcji protestacyjnej pod gmachem MNiSW.

 

Co w tym wszystkim jest niepokojące? Oczywiście niski stopień mobilizacji środowiska. Prawie wszyscy narzekają, ale mało kto uczestniczy działaniach zorganizowanych. Na zasadzie mało wesołej zabawy, można prześledzić ilu autorów rozmaitych listów protestacyjnych wystosowanych po fakcie (po przyjęciu ustawy) podpisało się po którąś z petycji. Oznacza to, że narzekać, nawet głośno, ma ochotę wielu, ale nie wszyscy oni są w stanie chwilkę pomyśleć nad możliwościami działania w demokratycznym państwie.

 

Przy ogólnym rozczarowaniu, szczytem perwersji okazał się wynik wyborów do Sejmu i Senatu RP. Gdyby niezadowolenie stu tysięcy naukowców i kilkuset tysięcy studiujących rozlało się szeroko, to wynik musiałby wyjśc inny. Nie wiem jaki, chodzi o powiedzenie "nie". Zamiast "nie", zostało powiedziane "tak", więc płacz i zgrzytanie zębów na kolejnych kilka lat, a prawdopodobnie na znacznie więcej, bo co zostanie intensywnie zepsute teraz, nie naprawi się łatwo i szybko.

 

To teraz jeszcze o bałamutnej dyskusji. Tak słusznie zatytułował swój list do GW Andrzej Dworak: "Wasza dyskusja o jakości edukacji bałamutna i nieodpowiedzialna". Jednak myślę jeszcze o innych powodach tej bałamutności niż wskazane przez autora (który nota bene ma rację). GW dość wyraźnie omijała kwestie dyskusyjności ustawy gdy była ona przygotowywana i ewidentnie stawała po stronie MNiSW. Co więcej, odmawiała publikowania informacji o działaniach podkomisji ustawę przygotowującej. Więc publikowanie teraz lamentów i narzekań jest co najmniej dwuznaczne - dlaczego nie było tych informacji wtedy, kiedy mogły coś zmienić i dlaczego są teraz, kiedy ustawa jest konsumowana, a pani Minister NiSW urzęduje drugą kadencję i z pewnością nie w głowie jej cofanie czegokolwiek?

 

Dlaczego wracam do ustawy, gdy mowa o grzechach polskiej edukacji wyższej? Powód jest trywialny. Ustawa mogła, i powinna była to zrobić, wesprzeć dobre tendencje na naszych uczelniach i blokować złe. To miękkie sterowanie nie spowodowałoby, że w ciągu roku nagle dziesięć polskich uczelni wskoczy na szczyt listy szanghajskiej, ale zmiany zaczęłyby toczyć się w dobrą stronę. W nauce, ani w edukacji nic nie dzieje się z dnia na dzień. Jeśli ktoś usiłuje je reformować na zasadzie radykalnego cięcia, to musi brać pod uwagę, że nastąpi poważne uszkodzenie systemu. Poza tym, czy na pewno w nauce chodzi o zaistnienie na listach przebojów?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Posiedzenie na ranczu

piątek, 27 kwietnia 2012 21:53

Wyobraź sobie: że siedzisz w zadniedbanym pałacyku. Wyblakłe tapety na ścianach, stare meble, krzesła się chwieją. Ubranie klei się do skóry. Duszno, gorąco, ale okien nie sposób otworzyć. Zresztą, nie ma sensu, bo za oknem hałas ruchliwej ulicy. Trwa posiedzenie jakiegoś ciała Akademii Nauk, w którym uczestniczysz. Ustalenia, rozmowy, pytania i odpowiedzi, pośpieszne notowanie, kolejne pytania i raz jeszcze, głośne myślenie. Potem wykład. Teraz trwa dyskusja, siwe głowy naukowców, jak z powieści Lema (a nie jak z amerykańskiego filmu, gdzie naukowcami są anorektyczki z dekoltem do pasa lub kolesie o muskulaturze ochroniarzy prezydenta) pochylają się nad stołem. Rozważają, zastanawiają się, zerkają w notatki.

 

Dyskusja przechodzi na kwestie kształcenia.

 

Jedna z osób mówi: Szkoła niszczy naturalną kreatywność dzieci. Było o tym ostatnio w "Ranczo".

 

Naukowcy? Odniesienia do badań? Do modeli naukowych? Do statystyk? Przypisy do dzieł? Kurde, "Ranczo"?!?!?


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

niedziela, 25 czerwca 2017

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl